Chyba każdy z nas zna to uczucie, gdy nagle wstrzymujemy oddech i zastanawiamy się, jak to możliwe, że coś takiego w ogóle istnieje. Gdy przez chwilę czas się zatrzymuje i nic innego nie ma znaczenia… To właśnie zachwyt. I choć brzmi jak coś zarezerwowanego dla wielkich chwil, prawda jest zupełnie inna. Zachwyt czeka na nas każdego dnia. Wystarczy tylko nauczyć się go widzieć. I cieszyć nim do utraty tchu!
Zachwyt to coś więcej niż zwykła przyjemność. To stan, w którym jesteśmy dosłownie przytłoczeni pozytywnie, do tego stopnia, że tracimy na chwilę kontrolę nad myślami, zastygamy w miejscu, oniemiali i wstrząśnięci tym, że coś może na nas tak silnie oddziaływać. Zachwyt ukazuje nam bogactwo i piękno otaczającego świata, Psychologowie opisują go jako emocję z grupy radosnych. Bliższą szczęściu i wdzięczności, ale z jedną kluczową różnicą: zachwyt zawsze zaskakuje.
Z neurologicznego punktu widzenia zachwyt aktywuje układ limbiczny, tę samą część mózgu, która reaguje na miłość, muzykę czy wspomnienia. Pojawia się wyrzut dopaminy i oksytocyny. Czujemy się szczęśliwsi. Co więcej, badania pokazują, że zachwyt spowalnia subiektywne odczucie upływu czasu: kiedy się zachwycamy, mamy wrażenie, że czas tak przyjemnie nieśpiesznie płynie.
Bardzo długo nauka ignorowała zachwyt. Psychologia zajmowała się tym, co trzeba polepszyć, a nie tym, co sprawia, że życie bywa niezwykłe. Dziś wiemy, że zachwyt to jedna z najpotężniejszych emocji, jakie możemy przeżywać. I warto o nią dbać. W chwili, gdy doświadczamy zachwytu, liczy się tylko to, co go wywołało, zatrzymuje nas w miejscu. Zapamiętujemy to na długo, często na całe życie.
Lista jest o wiele dłuższa, niż mogłoby się wydawać. Oczywiście, zachwyca nas piękno natury: zorza polarna, rozgwieżdżone niebo, wschód czy zachód słońca, ostre klify schodzące do morza. Zachwyca sztuka, muzyka, architektura. Zachwyca nas drugi człowiek: jego dobroć, talent, odwaga czy choćby sposób, w jaki się śmieje. Już niemowlę czuje ogromną radość, gdy widzi twarz matki – to właśnie zachwyt.

Zachwyt kryje się przede wszystkim w rzeczach małych, które trwają przez chwilę. I właśnie dlatego są niepowtarzalne. Przykładowo: tańczące na ścianie promienie słońca, wzory na zamarzniętej szybie, pajęczyna z kroplami rosy o świcie. Starsza para trzymająca się za ręce, dziecko, które po raz pierwszy widzi morze… Moment, gdy zdanie z książki trafia dokładnie w to, o czym myśleliśmy od tygodni. Kiedy nagle rozumiemy, jak działa jakiś mechanizm. Kiedy film albo wiersz poruszają nasze emocje... Pierwszy gryz babcinego makowca czy sernika, chwila ciszy, gdy świat zwalnia... Zmysły są najkrótszą drogą do zachwytu.
Zachwyt jest sposobem patrzenia. Dwa tygodnie urlopu na Malediwach mogą nie dać tyle zachwytu, co jeden spokojny poranek w ulubionym fotelu. To nie zależy od miejsca. Zależy od uwagi, jaką mu poświęcimy. Gdy zamykamy się w tym, co znane, przewidywalne i bezpieczne, możemy nie zauważyć tego, co naprawdę piękne. Wystarczy krótki spacer, bez żadnych ocen i pośpiechu. Zauważenie małych rzeczy: wiatru w gałęziach, gry świateł na liściach, faktury kory drzewa czy fantazyjnego kształtu chmur.
Dzięki zachwytowi na moment zapominamy o codziennych trudnościach. Czujemy, jak przepełnia nas przyjemna energia, płynąca przez całe ciało. Odzyskujemy chęć do działania, znika lęk. Przestajemy analizować, oceniać, porównywać. Jesteśmy. To wystarczy! Zachwyt zachęca nas do nieszablonowego myślenia. Dla Mariusza Szczygła zachwyt to jeden z najważniejszych powodów, dla których przychodzimy na świat. O tak!
Efekty regularnego doświadczania zachwytu są zaskakująco konkretne. Psycholog Dacher Keltner z Uniwersytetu Berkeley poświęcił tym emocjom lata badań. Wyniki są fascynujące. W świecie, który pędzi, zachwyt jest jedyną emocją, która potrafi nas naprawdę zatrzymać. Osoby często doświadczające zachwytu są statystycznie bardziej empatyczne, mniej skłonne do pochopnych osądów i lepiej znoszą niejednoznaczność. Dlaczego? Bo zachwyt przypomina nam, jak duży i złożony jest świat. I jak małą cząstką w nim jesteśmy.

Nie bez powodu większość artystów opisuje swój proces twórczy jako efekt oczarowania czymś. Mozart delektował się się dźwiękami natury. Marquez zachwycał się tym, jak przypadek może zaważyć na ludzkim losie. Monet zafascynowany był tym, jak światło zmienia kolory w zależności od pory dnia. Zachwyt otwiera w nas to, co rutyna zamyka. Regularność robi więcej od intensywności. Piętnaście małych zachwytów tygodniowo robi dla naszej psychiki więcej niż jeden wielki raz w roku. Magiczne wakacje są piękne, ale szczęście buduje się z drobnych, powtarzalnych chwil.
Żyjemy w epoce nadmiaru bodźców: filtrujemy, ignorujemy, przyzwyczajamy się. Porównajmy dwie osoby na wakacjach w tym samym miejscu. Pierwsza jedzie tam po raz pierwszy: każdy kolor, każdy zapach, każdy smak są nowe. Druga była tam już pięć razy: wie, co zamówić, gdzie iść. Obie widzą dokładnie to samo. Ale tylko jedna naprawdę to czuje. Nie chodzi o miejsce, chodzi o uwagę.
Wrogiem zachwytu jest z pewnością pośpiech. Zachwyt ma swój własny rytm: powolny, rozmarzony, skupiony. W pośpiechu po prostu nie ma na niego miejsca. Mijamy piękne rzeczy, bo myślimy już o następnym obowiązku. Mamy wrażenie, że widzieliśmy, choć tylko rzuciliśmy okiem. W biegu mózg przełącza się na tryb zadaniowy, ignoruje to co dzieje się tu i teraz.
Porównywanie się z innymi bez wątpienia przeszkadza w pełni czuć zachwyt. Media społecznościowe stworzyły kulturę, w której to, co mamy i widzimy, jest nieustannie zestawiane z cudzymi, starannie wyselekcjonowanymi chwilami. Efekt: własne przeżycia wydają się „zwykłe”. Gdy zamykamy się w tym, co znane, przewidywalne i bezpieczne, możemy nie zauważyć tego, co naprawdę piękne. Zachwyt nie jest ucieczką od rzeczywistości. To narzędzie przetrwania. Ludzie, którzy w najtrudniejszych momentach potrafią dostrzec coś pięknego, są bardziej odporni psychicznie. Mają do czego wracać, na czym się opierać.
Zachwyt to nie tylko dar, to też umiejętność. Można go w sobie trenować, tak jak trenuje się koncentrację czy wdzięczność. Różności, które mi bardzo pomagają? Proszę bardzo!
1. Lubię siebie pytać o to, co ostatnio mnie zatrzymało. Każdy znajdzie coś swojego! Pomyśl. Może tydzień temu w metrze, może wczoraj podczas gotowania ulubionej zupy. Co to było? Wróć do tej chwili i pozwól sobie ją poczuć jeszcze raz, mózg zareaguje niemal identycznie jak wtedy.
2. Prowadzę dziennik zachwytu. Staram się każdego wieczoru zapisywać co najmniej jedną rzecz, która choć przez chwilę mnie urzekła. Nie musi być wielka. Chodzi o ćwiczenie uwagi. Uśmiech nieznajomego, gest życzliwości, kadr z filmu, intrygujący wzór cieni na ścianie...
3. Nauczyłam się zwalniać. Zachwyt lubi przychodzić do tych, którzy nie gonią. Rodzi się z uważności i potrzebuje czasu. Absolutnie wymaga odrzucenia rutyny na rzecz chwili obecnej. Tak, by w pełni dostrzec piękno detali.
4. Dzielę się zachwytami i przyjmuje je z radością od innych. Uwielbiam wysyłać zdjęcia pogodnego nieba czy przepięknego zachodu słońca komuś, kto to doceni. Z przyjemnością mówię głośno „to jest niezwykłe”, gdy coś mnie oczaruje. Cieszą mnie zachwyty innych! Zapraszam na mój profil na Instagramie to_co_cieszy!
5. Lubię jak najczęściej wychodzić poza schemat. Nowe miejsce, nowa książka, nowy rodzaj muzyki, rozmowa z przypadkowo spotkaną osobą. Zachwyt kocha nowość, ale nie potrzebuje ekstremalnych przeżyć.
Zachwyt nie jest przywilejem, jest wyborem. I jest dostępny dla każdego. Codziennie. Czy to nie cudowne?
Komentarze
Ostatnio dodane
Znajdziesz mnie na Instagramie, zapraszam!